Nowa religia

W Polsce socjoznaczenia pojęć zostały po prostu wykupione, wiec trudno mówić o ideologii. Raczej o marketingu po prostu, który zastąpił ideologię. Hasła reklamowe zajęły miejsce dogmatów religijnych. W wielu dziedzinach, w tym przede wszystkim w biznesie opartym o nowe znaczenie i nową wartość słowa „zdrowie”, widzimy oto nową formę starego zjawiska, znanego wcześniej jako Inkwizycja. Zwalcza się już na poziomie państwowym, jawnie i niejawnie poddawanym presji lobbingu biznesowego, wszelkie odstępstwa czy wyrażanie wątpliwości w stosunku do marketingowych „dogmatów”.

Przy obojętności lub akceptacji społeczeństwa, w większości zapatrzonego w telewizyjną wersję rzeczywistości, wprowadza się medialną cenzurę treści niezgodnych z „dogmatami” a w tzw. realu, w ciszy medialnej, blokuje się instrumentami bezpośredniego nacisku naukowców i lekarzy, którzy wyrażają wątpliwości, prowadzą badania doprowadzające do wniosków niezgodnych z „ideologią” lub leczą na podstawie wiedzy medycznej i doświadczenia. Zamiast płonącego stosu czeka ich niebyt zawodowy, odsunięcie od pracy w ośrodkach akademickich, pozbawienie finansowania badań, groźby pozbawienia prawa wykonywania zawodu. Od zwykłych lekarzy oczekuje się złożenia samokrytyki oraz podpisania zobowiązań bezwarunkowego stosowania się do nowej ideologii i niepodważania „dogmatów”.

Wprowadza się również instrumenty prawne, lub regulacje mające pozory takich instrumentów, w celu zapewnienia odbiorców nowej „ideologii”, co sprowadza się w zasadzie do masowego zobowiązania obywateli do bycia klientami konkretnych usług i nabywcami konkretnych produktów.

Nawet narodziny i śmierć zostały zawłaszczone przez procedury medyczne, mające pozory niezbędnych. Zgodnie z obowiązującymi „zasadami” , człowiek od poczęcia staje się pacjentem pozostającym pod „konieczną” kontrolą medyczną, jest nim przez całe życie, nawet w zdrowiu poddawany różnym „koniecznym” zabiegom i badaniom, umierając również jako pacjent, co zostaje potwierdzone pieczęcią medyka.

Ważnym elementem polityki społecznej jest stosowanie strategii niedoboru w usługach medycznych i dostępności do leków, przy jednoczesnym ideologicznym wpajaniu społeczeństwu nieprawdziwego twierdzenia, że usługi te są niezbędne do zachowania zdrowia. Nazywa się to polityką zdrowotną.

Nikt nawet nie zauważył, że ok. 20 lat temu zmieniła się definicja zdrowia. Zdrowie nie jest już ogólnym dobrostanem człowieka, stanowiącym nie tylko brak choroby ale obejmującym wszystkie dziedziny jego życia. Zdrowie jest teraz takim stanem człowieka, który umożliwia mu realizację zadań społecznych i zawodowych. Nie ma tu mowy o braku choroby czy dobrostanie, które to automatycznie eliminowały obywatela z bycia klientem usług medycznych. A brak klienta to brak zarobku.

Małgorzata Dźwikowska