Lekarka w Sejmie za szczepieniem później i ostrożniej

Dr Katarzyna Bross – Walderdorff wzięła udział w debacie „Obowiązek szczepień w Polsce”, która odbyła się we wrześniu 2015 roku na terenie Sejmu RP. Od czterech lat trwa postępowanie dyscyplinarne przeciw niej przed sądem lekarskim. W jej obronie kilkudziesięciu rodziców wysłało do sądu oświadczenia potwierdzające jej słowa. Co powiedziała?

Szczepi się wcześniaki, szczepi się noworodki z niską punktacją Apgar, czyli te, które nie są zdrowe. Mogą być szczepione dzieci, które niedawno przechodziły infekcję. Wymogi, które kiedyś stawiał sanepid, zostały złagodzone – w złym kierunku. I to jest niepokojące. To nie służy zdrowiu. Konieczne jest stworzenie lepszych zasad określających czas szczepienia: dzieci powinny być szczepione przede wszystkim później i ostrożniej. Konieczne byłoby rejestrowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych w sposób poważny i uważny, dlatego że pierwsze powikłanie po szczepieniu zwykle jest stosunkowo mniej groźne niż te kolejne. I zresztą takie zasady dotyczą stosowania leków w ogóle: jeżeli pierwsza dawka aspiryny nam zaszkodzi, to nie powinniśmy brać drugiej. Jeśli nie rozpoznamy powikłania po pierwszym szczepieniu, to po trzech – sześciu tygodniach zaszczepimy dziecko ponownie, dlatego że ktoś zbagatelizował objawy dziecka albo uznał, że to jest przypadek. A ustawa określa, że to nie jest przypadek, bo jeśli jakaś zmiana w stanie zdrowia występuje w ciągu kilku tygodni po szczepieniu, to powinno to być rozpatrzone jako NOP. A nie jest. Bo lekarz mówi, że „to nie jest jasne”, że „to nie jest udowodnione”. To nie jest udowodnione, ale powinno być zgłoszone i rozpatrzone jako NOP oraz monitorowane w sposób statystyczny. Wtedy moglibyśmy czegoś się dowiedzieć.

Jako matka i jako lekarz zastanawiam się, co się stało w 1995 r. i jaki to ma wpływ na zdrowie naszych dzieci. Urodziłam dzieci w roku 1992, 1994 i 1996. Przy ostatnim dziecku szczepienia były już przesunięte do pierwszej doby i w dodatku były to dwa szczepienia. Ja moich dzieci nie szczepiłam, ale jako lekarz mam łatwiej w porównaniu do przeciętnej matki. Bo po pierwsze nie łatwo mnie wystraszyć, bo ja wiem, dlaczego ja tak chcę i wiem, jak się ochronić. Nie ma żadnego zasadnego argumentu za tym, aby szczepić w pierwszej dobie życia. Spotykam się w mojej praktyce z taką sytuacją, że rodzice nie są w stanie określić, czy objaw wystąpił przed szczepieniem czy po szczepieniu. Przytoczę jeden ważny z neurologicznego punktu widzenia przykład: są to problemy ze ssaniem. Jeżeli noworodek nie potrafi ssać, to, ponieważ jesteśmy ssakami, oznacza to dla niego wyrok śmierci. Odruch ssania jest bardzo ważny, jest bazą do przeżycia. Jeżeli zaszczepimy dziecko w pierwszej dobie życia, zanim jeszcze zostanie przystawione do piersi, to matka nie jest w stanie powiedzieć, czy ten neurologiczny objaw jest wrodzony czy poszczepienny. Odbieramy sobie możliwość zaobserwowania tego.

Gdy analizuję historię choroby danego dziecka, dziwią mnie takie sytuacje, w których na przykład dziecko na wypisie z oddziału noworodkowego w dziesiątej dobie ma wewnątrzmaciczne zapalenie płuc, a uzyskało 10 punktów w skali Apgar, co zostało odnotowane w książeczce zdrowia. To jakim cudem miało właściwy oddech i osłuchowo nic u niego nie stwierdzono tuż po urodzeniu?

Stąd: https://m.youtube.com/watch?feature=youtu.be&v=rKLCIEHoITc

Jeden z przykładów. Zaszczepiona pod respiratorem, mimo 3 Apgar, niedotlenienia, zachłyśnięcia wodami, mimo nikłych szans na przeżycie…