W obronie dr Katarzyny Bross – Walderdorff – bądź z nami 8 lutego o 13:00 pod Naczelną Izba Lekarską w Warszawie!

8 lutego o godzinie 13:00 przed sądem w Naczelnej Izbie Lekarskiej przy ul. Sobieskiego 110 w Warszawie stanie dr Katarzyna Bross Walderdorff.

Sprzeciwiła się szczepieniu wcześniaków i noworodków, szczególnie urodzonych w złym stanie. Powiedziała głośno to, o czym inni milczą. Sąd lekarski z Bielska Białej zawiesił jej prawo wykonywania zawodu (nieprawomocnie).
Komu? Niesamowitej lekarce, dobrej i ciepłej osobie, która swoja postawą pokazuje, że prawdziwie służy pacjentom, szczególnie tym najmniejszym.
8 lutego odbędzie się posiedzenie sądu lekarskiego w sprawie odwołania od decyzji o zawieszeniu prawa wykonywania zawodu. Sąd zadecydował o ukaraniu lekarki w szczególnym dniu – pierwszego czytania obywatelskiego projektu STOP NOP o wolność naszych rodzin.
Zamiast w sądzie była wtedy w Sejmie RP…
Za co trafiła przed sąd? Za obronę naszych dzieci ponad trzy lata temu w sejmie. Obejrzyj fragment debaty z jej wypowiedzią https://youtu.be/rKLCIEHoITc
Mamy obowiązek być przy niej 8 lutego o godz 13:00 pod siedzibą Naczelnej Izby Lekarskiej, ul. Sobieskiego 110 w Warszawie.
Jesteś rodzicem dziecka z NOP? Obrońmy lekarkę historiami naszych dzieci!
Przyślij informacje do stworzenia „czerwonej kartki”: zdjęcie dziecka, jego imię i krótką nazwę problemów zdrowotnych, których doświadczyło – na email czerwonakartka.stopnop@gmail.com 
Mamy obowiązek być przy niej! Do zobaczenia!

W akcję włączyło się Stowarzyszenie Dobrostan apelując:

8 lutego 2019 godz.13 Naczelna Izba Lekarska ul.Sobieskiego 110 00-764 Mokotów, Warszawa

Ponad trzy lata temu, podczas debaty w Sejmie, dr Katarzyna Bross-Walderdorff ośmieliła się poddać w wątpliwość bezpieczeństwo procedury medycznej stosowanej tylko w Polsce i w Bułgarii. Chodzi o szczepienie noworodków w pierwszej dobie życia, bez możliwości wykluczenia przeciwwskazań. Zwracała uwagę, ze szczepione w ten sposób są również wcześniaki, noworodki urodzone w zamartwicy, z niską punktacją w skali Apgar.

Z tego powodu, Naczelna Izba Lekarska wszczęła przeciw niej postępowanie przed sądem lekarskim, które zakończyło się ukaraniem jej przez zawieszenie prawa wykonywania zawodu.
Mimo, że od 2019 roku procedury nie przewidują już konieczności szczepienia w pierwszej dobie.

W dniu 8 lutego o godz.13 odbędzie się posiedzenie sądu w sprawie odwołania od decyzji o ukaraniu.

Wspierajmy wspólnie dobrych lekarzy, którzy dbają o bezpieczeństwo naszych dzieci, którzy mają odwagę głośno wyrażać swoje wątpliwości, dzielić się swoim zawodowym doświadczeniem i wiedzą.

Jeśli nie możesz być w tym dniu osobiście, wesprzyj modlitwą, dobrym słowem, dobrymi myślami, przekazując informację o tej sprawie swoim znajomym, rodzinie, udostępniając na swoim profilu lub stronie.

Wydarzenie na Facebooku https://www.facebook.com/events/243726096521878/

Za jakie słowa trafiła przed sąd? Z jakiego powodu korporacja lekarska chce je ukryć przed społeczeństwem?

– Szczepi się wcześniaki, szczepi się noworodki z niską punktacją Apgar, czyli te, które nie są zdrowe. Mogą być szczepione dzieci, które niedawno przechodziły infekcję. Wymogi, które kiedyś stawiał sanepid, zostały złagodzone – w złym kierunku. I to jest niepokojące. To nie służy zdrowiu. Konieczne jest stworzenie lepszych zasad określających czas szczepienia: dzieci powinny być szczepione przede wszystkim później i ostrożniej. Konieczne byłoby rejestrowanie niepożądanych odczynów poszczepiennych w sposób poważny i uważny, dlatego że pierwsze powikłanie po szczepieniu zwykle jest stosunkowo mniej groźne niż te kolejne. I zresztą takie zasady dotyczą stosowania leków w ogóle: jeżeli pierwsza dawka aspiryny nam zaszkodzi, to nie powinniśmy brać drugiej. Jeśli nie rozpoznamy powikłania po pierwszym szczepieniu, to po trzech – sześciu tygodniach zaszczepimy dziecko ponownie, dlatego że ktoś zbagatelizował objawy dziecka albo uznał, że to jest przypadek. A ustawa określa, że to nie jest przypadek, bo jeśli jakaś zmiana w stanie zdrowia występuje w ciągu kilku tygodni po szczepieniu, to powinno to być rozpatrzone jako NOP. A nie jest. Bo lekarz mówi, że „to nie jest jasne”, że „to nie jest udowodnione”. To nie jest udowodnione, ale powinno być zgłoszone i rozpatrzone jako NOP oraz monitorowane w sposób statystyczny. Wtedy moglibyśmy czegoś się dowiedzieć.

 

Jako matka i jako lekarz zastanawiam się, co się stało w 1995 r. i jaki to ma wpływ na zdrowie naszych dzieci. Urodziłam dzieci w roku 1992, 1994 i 1996. Przy ostatnim dziecku szczepienia były już przesunięte do pierwszej doby i w dodatku były to dwa szczepienia. Ja moich dzieci nie szczepiłam, ale jako lekarz mam łatwiej w porównaniu do przeciętnej matki. Bo po pierwsze nie łatwo mnie wystraszyć, bo ja wiem, dlaczego ja tak chcę i wiem, jak się ochronić. Nie ma żadnego zasadnego argumentu za tym, aby szczepić w pierwszej dobie życia. Spotykam się w mojej praktyce z taką sytuacją, że rodzice nie są w stanie określić, czy objaw wystąpił przed szczepieniem czy po szczepieniu. Przytoczę jeden ważny z neurologicznego punktu widzenia przykład: są to problemy ze ssaniem. Jeżeli noworodek nie potrafi ssać, to, ponieważ jesteśmy ssakami, oznacza to dla niego wyrok śmierci. Odruch ssania jest bardzo ważny, jest bazą do przeżycia. Jeżeli zaszczepimy dziecko w pierwszej dobie życia, zanim jeszcze zostanie przystawione do piersi, to matka nie jest w stanie powiedzieć, czy ten neurologiczny objaw jest wrodzony czy poszczepienny. Odbieramy sobie możliwość zaobserwowania tego.

Gdy analizuję historię choroby danego dziecka, dziwią mnie takie sytuacje, w których na przykład dziecko na wypisie z oddziału noworodkowego w dziesiątej dobie ma wewnątrzmaciczne zapalenie płuc, a uzyskało 10 punktów w skali Apgar, co zostało odnotowane w książeczce zdrowia. To jakim cudem miało właściwy oddech i osłuchowo nic u niego nie stwierdzono tuż po urodzeniu?

 

Rodzice, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, to nie są rodzice, którzy je zaniedbują. To są rodzice, którzy przykładają do zdrowia swoich dzieci szczególną wagę i mają trochę inne poglądy. To są ci, którzy chcą naturalnie prowadzić ciążę, którzy niekoniecznie chcą, żeby dziecko miało USG dwa razy w miesiącu albo co miesiąc i którzy chcą „rodzić po ludzku” (walczyliśmy przecież o to długo jeszcze nie tak dawno). Tendencja, że my – rodzice walczymy o to, żeby było normalnie, naturalnie i mniej chemicznie, w tym – nasze decyzje o nieszczepieniu to ruch prozdrowotny. Nie wynika on z zaniedbania czy głupoty.