Dzieci się duszą, mają drgawki, stają się wiotkie. Czy Twoje dziecko dostało szczepionkę Synflorix nr serii ASPNB005AE?

7-miesięczny chłopiec w ciężkim stanie trafił do szpitala. Kilka dni wcześniej został zaszczepiony przeciw pneumokokom szczepionką Synflorix nr serii ASPNB005AE. Seria ta jest nadal podawana dzieciom i liczy łącznie 408 tysięcy dawek!

Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie nie zgłoszenia ciężkiego niepożądanego odczynu poszczepiennego oraz nie wstrzymania serii szczepionki, która nadal jest podawana kolejnym dzieciom. Historia chłopca jest opisana tutaj. www.stopnop.com.pl/szymon Część historii pozostałych dzieci umieściliśmy poniżej. Świadkami mają być rodzice innych dzieci z NOP po tej samej serii szczepionki.

U innych dzieci po szczepionce wystąpił m.in. udar, drgawki, bezdechy, problemy skórne, wymioty, obniżone napięcie mięśniowe, zaburzenia snu, nieustanny płacz, zaburzenia łaknienia, niektóre dzieci były hospitalizowane.

Do 18 lutego 2019 r. zgłoszono nam:
116 przypadków NOP (niepożądanych odczynów poszczepiennych), w tym:
1 x śmierć
1 x zapalenie mózgu
20 x hospitalizacji
13 x drgawki
9 x wymioty
20 x trudności z oddychaniem, bezdechy
22 x wysypka / pokrzywka
9 x biegunka i wymioty
8 x problemy z napięciem mięśniowym
i inne…

Prosimy o zgłaszanie się kolejnych osób, które zaobserwowały u swoich dzieci pogorszenie stanu zdrowia po podanej szczepionce.

Objawy poszczepienne, które powinny szczególnie niepokoić

  • wyraźne zaczerwienienie i opuchlizna, gorączka lub twardość w miejscu podania szczepionki utrzymująca się przez kilka dni lub tygodni;
  • wysypka lub pokrzywka;
  • wysoka gorączka (powyżej 39,5 stopnia)
  • wstrząs/zapaść;
  • brak reakcji na bodźce, długi głęboki sen;
  • krzyk mózgowy (możliwe wyginanie pleców w łuk);
  • nieutulony płacz trwający nieprzerwanie przez kilka godzin;
  • niewydolność oddechowa (trudności z oddychaniem);
  • potrząsanie lub szarpanie ciałem, ramionami, nogami lub głową;
  • wywracanie oczu lub zezowanie;
  • silny ból głowy lub karku;
  • ból stawów lub osłabienie mięśni;
  • poważne osłabienie;
  • utrata pamięci;
  • paraliż różnych części ciała;
  • zmiany wzorca snu i czuwania;
  • brak kontaktu wzrokowego lub wycofanie społeczne;
  • utrata umiejętności przekręcania się na boki, siadania lub wstawania;
  • uderzanie głową lub nienaturalne machanie rękami, drapanie, kołysanie się, kręcenie się;
  • pojawienie się przewlekłych chorób ucha lub układu oddechowego (w tym astmy);
  • ostra/utrzymująca się biegunka lub przewlekłe zatwardzenie;
  • nadmierne pojawianie się siniaków, krwawień lub anemia;
  • inne poważne pogorszenie stanu zdrowia fizycznego, umysłowego lub psychicznego.

Czy Twoje dziecko miało problemy zdrowotne po szczepionce SYNFLORIX seria ASPNB005AE?

Prosimy o pilny kontakt! Zgłoś się na adres e-mail: stopnop@gmail.com

Wypełnij, podpisz i przyślij oświadczenie! Do pobrania oświadczenie synflorix Tytuł wiadomości: NOP SYNFLORIX

Zgłoś działanie niepożądane do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych! Tutaj . 

Spodziewane działania niepożądane z charakterystyki produktu leczniczego.

Historie dzieci z NOP po tej samej serii szczepionki

www.stopnop.com.pl/szymon
www.stopnop.com.pl/maja
www.stopnop.com.pl/wiktoria
www.stopnop.com.pl/lenka

7-miesięczny chłopiec w ciężkim stanie trafił do szpitala. Kilka dni wcześniej został zaszczepiony przeciw pneumokokom szczepionką Synflorix nr serii ASPNB005AE. Zgłaszają się do nas kolejni rodzice dzieci z NOP (email stopnop@gmail.com).

Lekarze powiedzieli brutalnie rodzicom: Nie ma szans! Nie „będziemy wentylować zwłok”. A przecież już raz postawili błędną diagnozę orzekając śmierć i odłączając chłopca od aparatury podtrzymującej życie.

Chłopiec jednak żyje i badania wykazują przepływy w mózgu. Profesor Talar widzi nadzieję na poprawę, ale konieczna jest odpowiednia stymulacja.

W czwartek 7 lutego pod warszawski szpital wesprzeć rodziców przyszło 20 osób. Spontaniczne zgromadzenie ogłosiła administratorka byłej grupy „Polska dla Alfie Evans”. To historia uderzająco podobna do historii tego angielskiego chłopczyka. Głęboko wierzymy jednak, że skończy się inaczej. Mama wyszła do nas i dziękowała ze łzami w oczac

Szymonek 16 stycznia tego roku otrzymał szczepionkę na pneumokoki. 5 dni od szczepienia pojawiły się drgawki. Teraz postawiono diagnozę: immunologiczne zapalenie mózgu.

Największe poruszenie wzbudził jednak apel cioci chłopca, który udostępniono w mediach społecznościowych do chwili obecnej prawie 48 tysięcy razy

Kochani pół roku temu cieszyłam się z moim bratem i bratowa szczęściem jakie ich spotkało na świat przyszedł Szymonek. Zdrowy, radosny dzidziuś. 16 01 2019r zgodnie z kalendarzem szczepień mama poszła na szczepienie pneumokoki. Na 4 dobę wystąpiła gorączka. Zaniepokojona bratowa poszła z Szymonem do lekarza. Może być po szczepieniu taka temperatura. Wieczorem 21.01. 2019ok 22 Szymonek dostał drgawek I sztywności trafił do szpitala.Nastepnego dnia rano atak się powtórzył zrobiono TK głowy. Padło podejrzenie zapalenia mózgu. Dziecko dostało dużo leków wyciszajacych po których drgania ustąpiły. Został przetransportowany lotniczym pogotowiem ratunkowym do szpitala w Warszawie. Szpital Dziecięcy na ul. Niekłańskiej 22.01 dziecko trafiło w stanie krytycznym na OIT. W nocy zaczęły zanika funkcje życiowe dziecko było reanimowane, po czym zrobiono kolejne TK głowy powstał obrzęk mózgu. Rodzice usłyszeli prawie na 100%jest śmierć mózgu. Proszę się pożegnać z dzieckiem i zmowic modlitwę. W piątek 25. 01 mama dostaje informacje ze dziecko dołączone zrozpaczona poinformowała lekarz że ona nie wyraża zgody. USŁYSZELI ŻE ZWŁOK TO ONI NIE BĘDĄ WENTYLOWAC. po przeprowadzeniu procedur związanych ze stwierdzeniem śmierci mózgu zebrała się komisja I jeden z badajacych lekarzy wyczuł delikatne tętno ciemiaczku. Zaprzestali dalszych czynności. Nie znają przyczyny stanu Szymonka. Zostały odstawione leki na zapalenie mózgu po 14 dniowe kuracji. Zaczęliśmy szukać pomocy u innych profesorów. Profesor Talar z Bydgoszczy podjął się pomocy. Dał nam iskierka nadziei tylko trzeba Szymonka stymulować aby sam zaczął oddychać. Wczoraj Szymonek miał robione próby odruchów drgala mu nóżka ale podobno to z rdzenia takie odruchy. Dziś miał kolejne badania EEG i rezonans eeg nie wyszło dobrze. MAMA SZYMONKA POPROSIŁA P ORDYNATOR BY SPOWOLNIĆ TE PROCEDURY ŻE CHCĄ GO STYMULOWAĆ TAK JAK POWIEDZIAŁ PROFESOR. OBURZONA POWIEDZIAŁA ŻE NIE WYRAŻA ZGODY BY. MARTRETOWAC ZWLOKI. I NIE BĘDZIE CZEKAĆ. JAK BĘDĄ WYNIKI REZONANSU TO ZNOWU BĘDZIE KOMISJA LEKARZY I CHCĄ ODŁĄCZYĆ SZYMONKA. BOŻE NIE MOŻEMY POZWOLIĆ BO TEN MAŁY WIELKI CZŁOWIEK WALCZY SERDUSZKO BIJE INNE NARZĄDY TEŻ PRACUJĄ BEZ ZARZUTÓW. PROSZĘ UDOSTEPNIAJCIE TEN POST. BŁAGAMY Was”

***

Lenka urodziła się w sierpniu 2018 roku w 38 tygodniu ciąży przez cięcie cesarskie. Żona przez całą ciążę przebywała pod opieką lekarza, wykonywała wszystkie zlecone badania. Badania prenatalne trzykrotnie również zostały wykonane.

Lenka urodziła się zdrowa, energiczna i od razu miała dobry apetyt. Wszystkie szczepienia były wykonywane zgodnie z kalendarzem szczepień. Lenka po szczepieniu w dniu 10.10.2018 (szczepionka Infanrix IPV Hib seria A20CB480G oraz Synflorix nr serii ASPNB005AE) zaczęła gorzej jeść. Stała się dużo bardziej niespokojna, płakała więcej, zdarzały się też epizody takiego krzyku jak by przerażonego dziecka.

Gdy skonsultowaliśmy się z pediatrą w naszej przychodni, wskazała że można próbować wprowadzić mleko modyfikowane (żona karmiła do tego czasu swoim pokarmem odciągniętym). Wprowadzenie mleka modyfikowanego nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Lenka mniej jadła, dużo więcej płakała, była niespokojna. Wskazali kontrolę w szpitalu pod kątem małego przyrostu masy.

W dniu 28.10.2018 (niedziela) pojawiliśmy się na SORze. Po wykonaniu wszystkich badań (morfologia, mocz, konsultacja laryngologiczna) powiedziano nam, że wyniki leukocytów są lekko podwyższone, że Lenka „chce nam coś jeszcze powiedzieć”. Mieliśmy wrócić do domu, ze skierowaniem na Oddział Niemowlęcy i Patologii Noworodka tego szpitala jeśli nie będzie poprawy.

Poniedziałek był ok, Lena była ok, jadła ładnie, jednak w nocy z poniedziałku na wtorek znowu przestała jeść.

W Wtorek 30.10. zgłosiliśmy się na izbę przyjęć. Podejrzewali zarażenie rotawirusami, gdyż 25.10 Lenka dostała pierwszą dawkę Rotarixu.Lenka wymiotowała, nie miała apetytu.

1.11. (czwartek ) Lence zostało zmienione mleko. Po tym mleku zaczęła jeść, wrócił apetyt. Lekarze wspominali że w najbliższy poniedziałek planują nas wypuścić do domu. Na noc z soboty na niedzielę z Lenką byłem ja. O 20 zjadła, koło 21.30 rozpłakała się i zaczęła gubić oddech. Nie umiała zrobić wdechu. Wziąłem Lenkę na ręce i pobiegłem z nią do pielęgniarek. Tam Lenka była reanimowana (choć ponoć serduszko Lenki się nie zatrzymało). Lenka została zaintubowana i przekazana na OIOM tego szpitala. Tam wykonywali jakieś badania, i dopiero chyba w niedziele wieczorem bądź w nocy wykonano TK. Ordynator OIOMu powiedział nam że Lenka miała rozległy niedokrwienny udar ¾ mózgu, z licznymi podkrwawieniami.

W pierwszych dniach już zauważyliśmy że jest jej lewe kolanko cieplejsze i że ją wyraźnie boli. Bo każdy ruch tą nóżką wywołuje okropny płacz. Lekarze to olali i powiedzieli że to pewnie nic takiego. Dopiero gdy dostała gorączki prawie 40 stopni to się tym zainteresowali. Zaczęli wykonywać wszystkie badania, była wykonana punkcja tego kolanka. Wykryli tę bakterię. Nigdy z ust żadnego lekarza nie usłyszeliśmy słów: sepsa, posocznica czy cokolwiek. Mówili nam że to tylko „paskudna bakteria” a Pani ordynator szczyciła się że Lenka otrzymuje antybiotyk „z najwyższej półki”. Lenka miała łącznie 3 punkcje kolanka z odciągnięciem płynu. A to była sepsa na niemowlęcym.

Od 7.01. do 25.01 byliśmy w szpitalu gdzie nasza Lenka była tam rehabilitowana. Samą rehabilitację oceniamy na dobrą, jednak podejście lekarzy, to włożenie dziecka w tabelki i tak ma być.

Lenka jadła samodzielnie, miała dobry apetyt. Miała jeden dzień gorszy i została zasondowana i narzucono taki rygor jedzenia, że nie umieliśmy już sobie z tym poradzić. Lenka wymiotowała, a oni na siłę kazali podawać dalej jeść.

Później pierwszy raz od 3 miesięcy trafiliśmy do domu. W ostatnich dniach jeszcze na oddziale Lenkatrochę gorzej jadła, zaczęła co jakiś czas – raz na dzień, wymiotować. W niedziele 3.02 Lenka zaczęła więcej wymiotować, a w poniedziałek 4.02 już przestała jeść i tylko wymiotowała. Wieczorem Lenka zaczęła mieć problemy z oddechem, tzn. znowu stał się nierówny. Momentalnie osłabła. Wezwaliśmy pogotowie. Jak lekarz z pogotowia zobaczył dokumentację medyczną, powiedział ze bez gadania jedziemy na SOR.

Jednakże tam, lekarz pełniący dyżur na SORze powiedzieli nam że nie mają miejsca dla Lenki i muszą nas przekazać do szpitala, w rejonie którego mieszkamy. Do szpitala w Świętochłowicach trafiliśmy przed północą 4.02, gdzie pogotowie wzywaliśmy koło 18.

W szpitalu u Lenki zdiagnozowali norowirusa i stwierdzili, że on jest częściowo odpowiedzialny za stan Lenki. Podczas tego pobytu Lenka zaczęła się strasznie prężyć – lekarze zaczęli podejrzewać padaczkę. W tym szpitalu Lenka już w ogóle się nie uśmiechała, była dużo bardziej nieobecna, słabiutka. W ogóle nie wodziła wzrokiem ani za nami ani za zabawkami. Zmienił się płacz, który już płaczem nie był, tylko bardziej piskiem. Oczywiście zgłaszaliśmy to. Jednocześnie zaobserwowaliśmy coś takiego, że u Lenki pojawiały się plamy na buzi, po chwili następowało kilka takich napadów przeprostów, wygięć, a następnie wymioty. Pomimo tego iż Lenka już nie miała czym wymiotować, to strasznie ją męczyło.

Koło poniedziałku 11.02 Lence wrócił trochę apetyt, i ustały wymioty.

Na noc z 13.02 na 14.02 byłem z nią ja. Ostatni posiłek Lenka zjadła o 24.00. Wypiła 100 ml mleka. Odbiła ładnie. Po jedzeniu byliśmy już o 0.15. Trzymałem ją na rękach do 0.45 gdy usnęła mi na rękach. Odłożyłem ją do łóżeczka na lewy boczek. Oddychała na pewno. Spała ładnie, wzdychnęła kilka razy, po czym zasnęła głębokim snem. Tak mi się przynajmniej wydawało. Ja sam rozłożyłem fotel, napisałem do żony wiadomość że Lenka śpi i ja też się kładę. Koło 3 nad ranem ktoś korzystając z łazienki na korytarzu trzasnął mocniej drzwiami. To mnie przebudziło. Leżąc na fotelu sięgnąłem do łóżeczka Lenki i ją dotknąłem. Była już chłodna, szybko wstałem, oświeciłem światło i zauważyłem że Lenka nie oddycha.Wybiegłem na korytarz zawołać pielęgniarki, które zaraz ją zabrały do innego pomieszczenia gdzie rozpoczęły reanimację. Lenka była reanimowana przez godzinę.

My jako zalecenie lekarskie otrzymaliśmy stosowanie monitora oddechu w każdej chwili gdy Lenka śpi, a nie jest w zasięgu naszego wzroku. 13.02 w godzinach popołudniowych byliśmy z żoną na spotkaniu. Z Lenką była wtedy moja siostra. Lenka podczas całego pobytu w szpitalu była podpięta pod monitor oddechu. Jednakże w ten dzień, w momencie gdy byliśmy na rozmowie lekarz dyżurny podjął decyzję o tym, że planuje nas 14.02 wypuścić do domu, a co za tym idzie musimy się nauczyć żyć bez monitora oddechu. Lenka została odpięta od monitora. Przyjechałem do szpitala, wykąpałem Lenkę, nakarmiłem ostatni raz i Lenka już się nie obudziła.

Może gdyby była podpięta pod monitor dalej by żyła.

Może.

Niestety Lenka odeszła.

***

W dniu 4.07.2018 roku moja niespełna 13 – miesięczna córka Maja została poddana standardowemu szczepieniu przeciwko odrze, śwince, różyczce oraz pneumokokom (Synflorix nr serii nr serii ASPNB005AE, ten sam, który otrzymał Szymon Lutek www.stopnop.com.pl/szymon). Kilka godzin po szczepieniu córka dostała gorączki do 39 stopni. Trwało to przez sześć dni. Po pięciu dniach od ustąpienia gorączki córka dostała biegunkę która trwała dziesięć dni. Siedem dni po ustąpieniu biegunki córka dostała stanu padaczkowego!!!

Tego dnia córka wstała o godz. 5:00 zadowolona, uśmiechnięta. Zjadła, napiła się i około godz. 7:00 usnęła. Budziła się co chwilę z płaczem, aż w końcu po godzinie 9:00 się obudziła i dziwnie się zachowywała. Co chwilę płakała, nie potrafiła patrzeć w jedno miejsce przez dłuższą chwilę, mrużyła oczy. Zaczęła wymiotować aż w końcu usnęła. Ja myślałam że ona jest taka zmęczona, bo ja brzuszek bolał. Nie zdawałam sobie sprawy z tego co się dzieje. Nie minęło nawet 10 minut od jej zaśnięcia i na rękach zaczęła mi drgać, oczy wywróciła do tyłu.. Od razu zadzwoniłam na pogotowie. Byłam taka przerażona, że bełkotałam przez telefon. Musiałam kilka razy podać adres. Czekaliśmy 20 minut. Drgawki całego ciała jej ustąpiły, ale cały czas córka była spięta, bez kontaktu i drgały jej sine ustka. W trakcie ataku cały czas się śliniła i wymiotowała. Przyjechało pogotowie, podali jej leki i nie było żadnej poprawy. Musieli odsysać jej wydzielinę, bo charczała i coraz słabiej oddychała. Ratownicy wezwali helikopter, który przetransportował ja do szpitala specjalistycznego. Musieliśmy z jej tatą szybko jechać te prawie 50 km samochodem. Tak naprawdę nie było wiadomo co jej jest. Kiedy dojechaliśmy stan córki dalej się nie poprawił. Lekarz wezwał anestezjologa żeby jej podał jakieś leki, bo nie mogli zrobić tomografii komputerowej z powodu nawracających drgawek. Badanie nic nie wykazało i przenieśli ja na oddział intensywnej terapii. Stan zaczął się poprawiać. W rozmowie z lekarka usłyszałam, że jej stan jest ciężki i trzeba czekać gdy się obudzi żeby sprawdzić czy nic jej nie jest, czy będzie zdrowa. Po kilku godzinach się wybudziła i Bogu dziękować wszystko było w porządku. Była słaba, ale rozpoznawała mnie i tatę. Na następny dzień przenieśli ja już na oddział neurologiczny, tam zrobili jej badanie eeg które wykazało że ma silne ognisko padaczkowe. Zrobili jej również rezonans, punkcję, badania gcms i wszystko było prawidłowe. Diagnoza – padaczka ogniskowa z napadami ruchowymi, zaburzoną świadomością G40. Dostała leki. Była pod kontrolą poradni onkologicznej ze względu na podwyższony wynik AFP, który nie miał związku z jej chorobą i poradni neurochirurgicznej ze względu na trzy milimetrowego torbiela na szyszynce, który również nie miał związku z jej chorobą. Ataki się nie powtarzały, aż do 3.02.2019 – kolejny tak ciężki atak. Tym razem na SOR w szpitalu. Córka wysoko gorączkowała, zaczęła wymiotować, więc pojechałam z nią szybko do szpitala tam czekaliśmy prawie dwie godziny na lekarza i się nie doczekaliśmy. Córka dostała kolejnego stanu padaczkowego. Ponownie została przetransportowana do szpitala. Tym razem obyło się bez intensywnej terapii, ale cała dobę czuwał nad nami lekarz. Atak trwał jakieś dwie godziny A później dwa dni spała. Okazało się że ma zapalenie ucha i to była przyczyna gorączki, która prawdopodobnie wywołała atak. Zrobili jej eeg ogniska padaczkowego już nie ma. Mimo wszystko miała atak i dalej może mieć, a nie musi. Takie życie w ciągłej niepewności.

Dalej się nie mogę pozbierać. Ten stres jadąc z chory, dzieckiem samochodem po pomoc. Ta choroba, to szczepienie zmieniło nasze życie. Ciągle jest z nami strach. Każda krzywa minka Mai, jakiś niepokój, to już stres czy wszystko z nią jest ok.

Neurolog wpisała w książeczkę tą sytuację, ale zgłaszać NOP nie chciała, bo oni mają z tego ciężkie konsekwencje.

Córeczka rozwija się prawidłowo i mam nadzieję, że tak zostanie, bo tak naprawdę nie wiadomo co będzie dalej.

Wcześniej po szczepionkach też chorowała. Szesnaście dni po szczepieniu miała bezdech i okazało się, że ma wiotkość krtani. Po następnym miała zapalenie uszu i oskrzeli. Gdy nie była szczepiona to nie chorowała. Miała też AZS ale udało mi się wyleczyć. Ma duszność oskrzelowa, bo w wieku 10 miesięcy miała kilka razy zapalenie oskrzeli, zapalenie uszu, zapalenie spojówek, zapalenie gardła, no i AZS.

A oni ja dalej mi szczepili, a ja nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to były niepożądane odczyny poszczepienne.. No bo przecież trzeba…

***

Dnia 23.10.2018 roku moja córka Wiktoria została zaszczepiona według kalendarza szczepień. Szczepionkami WZW B – druga dawka , DTP- pierwsza dawka, Hib – pierwsza dawka oraz pneumokoki Synflorix seria ASPNB005AE (ta sama, którą otrzymał Szymon www.stopnop.com.pl/szymon). Pani doktor w przychodni po osłuchaniu dziecka i zważeniu nie miała żadnych przeciwwskazań do szczepienia.

Po godzinie 17:00 gdy wróciliśmy do domu dziecku nic nie było nie miała nawet gorączki. Jedyne co , to nie dawała sobie dotknąć nóżek w które była podana szczepionka. Tuż po godzinie 21:30 tego samego dnia dziecko zaczęło płakać i traciło oddech na kilka sekund, po czym znowu wpadało w płacz i trwało to tak co 5-10 minut przez pół godziny

Mąż zadzwonił na pogotowie by przysłano do nas karetkę (opowiedział przez telefon wszystko co dokładnie się działo) i pan po drugiej stronie słuchawki powiedział, że nie wyśle do nas karetki że mogą mieć w tym samym czasie wezwanie zagrażające życiu, że mamy wziąć książeczkę zdrowia i udać się na Izbę Przyjęć. Po wejściu do auta objawy minęły jak ręką odjął.

Dotarliśmy na Izbę Przyjęć opowiedziałam co się stało i ku mojemu zdziwieniu pani doktor która badała moją córkę usiadła przed komputerem i zaczęła czytać o odczynach niepożądanych po każdej ze szczepionek. Po czym powiedziała , że wyjdzie na chwilę z gabinetu bo cytuje ”MA SŁABY ZASIĘG INTERNETU” i zaraz wróci. W szpitalu córka nie miała żadnych objawów. Pani doktor podała Pedicytamol i to by było na tyle. Oczywiście zapytała nas czy chcemy zostać w szpitalu, lecz jak mam być szczera i widziałam jak nas przyjęto, to powiedziałam, że jak już nic się nie dzieje to wrócimy do domu, a najwyżej jakby znowu się coś działo, to wrócimy do szpitala.

Później przez dłuższy czas był spokój, mała budziła się nieraz z płaczem jakby ją coś rozrywało, ale po chwili uspakajała się więc nie powiązałam tego z szczepionkami. Od 23.10.2018 r. zaczęły się pojawiać plamy na całym ciele (wyglądały jak poparzenie), lecz pojawiały się i znikały. Dostała także kataru z którym zmagałam się bardzo długo.

Dnia 20.11.2018 r. dokładnie 4 tygodnie po szczepieniu od rana nic się nie działo, około godziny 12:00 dziecko zjadło mleko, po którym się jej odbiło, a o 13:30 jak leżało w bujaczku nagle przestało oddychać. Wzięłam dziecko na ręce zaczęłam klepać po pleckach, ale ona nie reagowała i siniała. Trwało to na pewno ze 2-3 minuty. Zadzwoniłam do męża, przyjechał natychmiast z pracy i pojechaliśmy z dzieckiem na Izbę Przyjęć. Oczywiście udało mi się przywrócić oddech dziecka.

W szpitalu córka znowu przestała oddychać i została jej od razu podana maska z tlenem. Przewieziono nas na oddział pediatryczny, gdzie zrobiono dziecku jakieś badania typu pobranie krwi i sprawdzenie pulsu. Mówiłam im że mała była szczepiona , ale nikt mnie nie słuchał. Powiedzieli tylko, że uczepiłam się szczepionek. Około godziny 15:00 poinformowano nas, ze przyjedzie po nas karetka, że już jedzie, bo im się popsuł jakiś sprzęt, a tam go mają i mają akurat wolne miejsce by nas przyjąć. O 19:30 w końcu dotarła karetka, która jechała do nas od 15:00 aż 67 km. Czekając na tę karetkę mała została mi oddana ponieważ jakieś inne dziecko miało przyjechać chore i odłączyli ją od aparatur i zaprowadzili do osobnego pokoju gdzie siedziałam z nią sama. W karetce nie zapalono mi nawet światła, trzymałam rękę na klatce piersiowej córki, by czuć ze oddycha i wszystko jest w porządku. Pan który siedział ze mną w środku spał, a kierujący karetką siedział na Facebooku. Tak był skupiony na telefonie, że uderzyliśmy w krawężnik, ale na szczęście opanował sytuacje i nic nikomu się nie stało.

Do szpitala dojechaliśmy około 20:30 i od tej godziny siedziałam z mężem i córką na Izbie Przyjęć wśród innych chorych dzieci, które miały na przykład bostonkę. Na oddział nefrologii przyjęto nas ok. godziny 23:30. Oczywiście w papierach jak zauważyłam godzina przyjęcia jest całkiem inna. Dziecku nic już się nie działo pod kątem bezdechu. Miała robione wszelkie badania i wszystko było ok. Miała tylko jakieś infekcje nosa i w gardle zapalenie w częściach dolnych. Prosiłam panie by zrobiły mi badania pod kątem metali ciężkich oraz alergiczne, bo dalej uważałam ze to NOP, lecz lekarz powiedział, że oni takich badań pod kątem metali nie robią, a alergiczne wyjdą na pewno przekłamane, bo takie wychodzą do 3 roku życia i że dopiero po 3 roku życia robi się testy na alergie. Cały czas mówiłam im że to Niepożądany Odczyn Poszczepienny, ale ciągle słyszałam to samo . 23.11.2018 wypisano nas do domu. Przepisano małej syrop na refluks, bo ponoć ma i także mówili, że ma jakieś dwa lub trzy torbielki w główce, ale kazali się tym nie przejmować, bo mają się wchłonąć.

Córka do dnia 23.10.2018 była zdrowa, nic się jej nie działo. Miała tylko trądzik niemowlęcy. A niestety po szczepieniach się zaczęło. Do dziś walczę z zatkanym noskiem. Powiedzieli także, ze ma AZS… dlatego dostała plam po szczepieniu. Do dnia dzisiejszego nie była dalej szczepiona, dostała skierowanie do Poradni Chorób Zakaźnych, a pani która ją szczepiła powiedziała, że ona już jej więcej na pewno nie zaszczepi jak był taki incydent.

***

U córki po tym szczepieniu wystąpił nieustający płacz. Przelewała mi się przez ręce, była bardzo wiotka i nie chciała jeść. Poinformowałam o tym pediatrę ale ta uspokoiła mnie, że to normalne. Następnego dnia było lepiej. Od tego czasu dziecko zaczęło się układać w kształt literki C. Pediatra nie widziała problemu i nie chciała nam wystawić skierowana do specjalisty twierdząc, że dziecko z tego wyrośnie. Zaczęliśmy jeździć do specjalistów prywatnie. Stwierdzono uogólnione osłabienie mięśniowe. Córka od kwietnia jest rehabilitowana prywatnie. Ma obecnie skończone 14 miesięcy i zbyt słabe mięśnie żeby samodzielnie chodzić. Mamy cichą nadzieję, że mięśnie wyćwiczymy i zapomnimy o całej sprawie.

***

Dzień dobry, po dotarciu do mnie niepokojących wiadomości w sprawie szczepionki synflorix sprawdziłam jaką serią tej szczepionki był szczepiony mój synek. Nigdy się nie angażowałam w akcję tego typu ale właśnie po tej szczepionce synek dostał pokrzywki na całym ciele. Pokrzywka zaczęła się od miejsca podania szczepionki i wędrowała na całe ciało. Sprawdziłam i jest to numer seryjny aspnb005ae. Synek był szczepiony 6 listopada 2018 roku.

***

Witam, przeczytałam ta straszną informacje o małym Szymonie. Mój mały też był szczepiony ta seria szczepionki 27.09.18 obecnie ma 18 miesięcy. Każda szczepionkę przechodzi ciężko (ok 5 dni stan podgorączkowy lub obrzęk), ale widzę, że miał dużo szczęścia. Tydzień temu został zaszczepiony ostatnia dawka (4dawki) na meningokoki typu B po której nóżka była dwa razy taka. Od ok. roku walczymy z alergią -pojawiaja się na ciele czerwone, bardzo swędzące plamy. Syn miał robione testy, jednak wiele nie wiemy. Zaczęłam podejrzewać, że to od szczepionek.( Uczulony jest też na Amoksycyline i Bactrim).

***

Wcześniej dziecku nic nie dolega natomiast 3tyg po szczepieniu zaczęły się zmiany skórne a teraz alergolog że to bakteria, rodzinny, że skaza itd

***

Jestem mamą dziś 14mies synka Jasia mieszkamy w woj. wielkopolskim w mieście Środa Wielkopolska k.Poznania. Po przeczytaniu artykułu o Wiktorii postanowiłam do Państwa napisać. 14.01.2019 r. o godz. 17 zgłosiłam się z synkiem 13mies (ur. 22.11.2017r.) do przychodni zgodnie z umowionym kaledarzem szczepień, Pani doktor po zbadaniu synka i wysłuchaniu moich wątpliwości co do szczepienia (syn miał katar i był w trakcie ząbkowania wychodziła mu dolna i górna 4) uznała że nie widzi przeciwwskazań do szczepienia. Synkowi podano I dawkę MMR(odra,świnka, różyczka) oraz III dawkę pneumokoki Synflorix seria ASPNB005AF (nr seri szczepionki o której Państwo piszą a tej podanej synkowi różni się tylko ostatnią literką ). W dniu kolejnym po szczepieniu po godzinie 10 synek dostał temperatury 38,5 ale przy każdym szczepieniu informowano nas o takiej możliwości więc nie uznałam tego za nic groźnego. Temperatura sama spadła do dnia kolejnego było wszystko ok w dniu następnym synek po drzemce wstał z gorączką w okolicach stopni po podaniu nurofenu temperatura spadła, taka sama sytuacja miała miejsce wieczorem i kolejnego dnia z tym ze temperatura była już w okolicy 40 stopni. 17.01.2019 udaliśmy się z synem na prywatną wizytę do pediatry, pani doktor podejrzewała 3 dniówkę(wirus)ale dla pewności gdyby temperatura nie spadła do piątku zaleciła zrobienie badania moczu i morfologi +CRP. Ponieważ synek nadal gorączkował w sobotę rano zrobiliśmy wyżej wymienione badania, CRP 38 , podwyższone monocyty, a wynik moczu wskazywał na infekcje dróg moczowych, pani doktor która zlecała badania nie odbierała telefonu więc zostawiłam wiadomość i przesłałam wyniki z prośbą o kontakt. Wieczorem synek dostał nagle bardzo wysokiej gorączki 40stop, zaczął się trząś a rączki i nóżki miał sinawe, ponieważ nigdy wcześniej nic podobnego nie miało miejsca trochę sę przeraziliśmy i od razu dzwoniłam ponownie do Pani doktor na szczęście odebrała telefon a ponieważ nie było jej na miejscu kazała nam dla pewności pojechać z synem na pogotowie ale tam po zgłoszeniu się w recepcji kazano nam czekać w kolejce, która liczyła ponad 10os. Po godzinie nasza pani doktor zadzwoniła z pyt czy nas przyjęto bo jeśli nie to własnie wróciła i przegląda wyniki i wszystko wskazuje na infekcję dróg moczowych i konieczny będzie antybiotyk więc jeśli chcemy to może nas przyjąć u siebie w gabinecie. A ze kolejka w na pogotowiu w ogóle się nie zmniejszyła zapakowaliśmy syna i udaliśmy się do Pani doktor tam po badaniu zapisany został synkowi antybiotyk Augmentin ES 2x dziennie przez 7 dni. Mieliśmy też powtórzyć badania moczu w środę i sobotę po zakończeniu leczenia. Stan synka zaczął się poprawiać wyniki moczu w środę były już dużo lepsze, w sobotę mieliśmy zrobić ponowny wynik ale rano synek wstał z wysypką na buzi najwięcej w okolicy uszu były też lekko zapuchnięte i ewidentnie go swędziały, i stopniowo w coraz mniejszym stopniu wysypka roznosiła się w dół ciałka. twarz była w plamach natomiast brzuszek przypominał trochę początek ospy. Od razu zrobiłam zdjęcia i przesłałam Pani doktor, która na początek kazała odstawić antybiotyk i przez najbliższe godziny obserwować synka ponieważ podejrzewała ze to najprawdopodobniej alergia na antybiotyk, a wrazie gdyby doszły inne objawy udać się na pogotowie. Po jakimś czasie wysypka rozniosła się na całe ciałko synka a tam gdzie były wcześniej krostki rozlała się w plamki a na twarzy plamki zlały się praktycznie w jedną i zaczęła stopniowo jaśnieć tak że w niedzielę czółko rano było już normalne a policzki i szyja jeszcze w odcieniu różu, w poniedziałek dla pewności pojawiłam się z synkiem u lekarza i pani doktor uznała że faktycznie to najprawdopodobniej po antybiotyku, wysypka całkowicie zeszła we wtorek i do końca tygodnia synek wyglądał i zachowywał się jak zdrowe dziecko. W poniedziałek rano synek obudził się z kaszlem i lekkim katarem. Ponieważ niedawno brał antybiotyk uznałam ze warto pokazać go lekarzowi umówiłam wiec wizytę na popołudniu, po osłuchaniu i obejrzeniu synka Pani doktor uznała że to drobna infekcja i najlepiej żeby synek z 2-3dni był w domku i się podleczył. We wtorek wieczorem naszła gorączka 38,5 a w środę kaszel stał się mocniejszy i przypominający szczekanie plus gorączka ciężka do zbicia, więc popołudniu znowu wylądowaliśmy u lekarza Pani doktor stwierdziła wirusowe zapalenie krtani, i zapisała inhalacje Nebbud przez 5dni 2razy dziennie + kolejne 5dni 1raz dziennie, do tego lek wspomagający leczenie wirusów i nurofen co 8h + apap doraźnie ze względu na wysoką gorączkę, i syrop Irlandzki 2 razy dziennie na chrypkę którą syn miał, nastepnie w poniedziałek mieliśmy pojawić się na kontroli. W sobote do południa synek miał drzemkę i standardowo po godzinie zajrzałam do niego sprawdziłam mu czółko było coraz gorące natomiast reszta ciała była chłodna,wyjęłam go z łóżeczka i poszłam z nim do salonu żeby móc podać coś przeciwgorączkowego ale kiedy z nim usiadłam zobaczyłam ze zaczyna mi się lekko trząś raczki nóżki robiły się sinawe do tego na polikach i ustach także zaczął sinieć, przestraszyłam się i próbowałam go obudzić ale nie było z nim kontaktu do tego miałam wrażenie ze momentami wstrzymuje oddech, szybko wykonałam telefon do pani doktor która kazała obniżyć gorączkę okładami a następnie podać coś przeciwgorączkowego a jak opanujemy sytuację zleciła pilne badanie krwi i CRP w całodobowym laboratorium w szpitalu. Po zrobieniu badań okazało się że CRP 35 i podwyższone monocyty. Z wynikami udaliśmy sie prywatnie na wizytę po zbadaniu okazało sie ze syn ma infekcje gardła i migdałów i konieczny jest kolejny antybiotyk, ponieważ przy poprzednim antybiotyku Augmentin es wystąpiła wysypka został zapisany antybiotyk z innej grupy o nazwie Klabax, dawka 2x 3ml przez 5dni do 7dni, i nadal inhalować Nebbudem. W poniedziałek (11.02.2019r )poszliśmy na umówioną kontrolę dla pewności bo kaszel się zmienił i syn wieczorami miał suchy, który go męczył a rano mokry. Pani doktor po osłuchaniu stwierdziła szmery po prawej stronie na oskrzelach więc kazała odstawić syrop irlandzki który do tej pory zażywał i zastąpić go Ambrosolem 2 razy dziennie rano i o 16, i wydłużyła czas brania antybiotyku do kolejnego poniedziałku czyli w sumie 9dni. Dziś syn bierze 6dzień antybiotyk nie ma już tak wysokich gorączek ale codziennie pojawia się stan podgorączkowy na poziomi 37,4-37,9 ale na razie sobie z nim radzi bez leków przeciwgorączkowych ma troszkę gorszy apetyt nadal kaszle i ma katar mniejszy ale nadal jest, wczoraj minął miesiąc od dnia kiedy zostały podane mu szczepionki i przeczytałam Państwa artykuł o Wiktorii i zaczynam się poważnie zastanawiać czy wszystko co dzieje się z moim synkiem w przeciągu ostatniego miesiąca nie ma bezpośredniego powiązania z podaną mu szczepionką na pneumokoki. Może zgłoszą się do Panstwa inni rodzice z tą samą serią co mój synek bo nie wiem czy dobrze rozumiem ale skoro nr seri podany w waszym artykule kończy się literką E a podany mojemu synkowi F to jest to kolejna wyprodukowana partia tej szczepionki. Będę wdzięczna za odpowiedz co sądzą Państwo o przypadku mojego synka.

***

kilka razy u Was czytałem o tym szczepieniu a dziś sprawdziłem ze nasz syn dostał tą szczepionkę teraz wszystko zaczyna się składać w całość. W dniu podania szczepionki u lekarza (podczas badania, przed podaniem) leżąc na brzuszku wysoko podnosił głowę. Po powrocie do domu wykazywał osłabienie mięśniowe nie był w stanie podnieść się, uznaliśmy że to „normalne”… Po kilku dniach odzyskał „siłę”. Obecnie po tygodniu jako „niepokojące” uznajemy dość częste i mocne prężenie się w literkę „C” głowa do góry. Dodatkowo dziecko często miewa strasznie zimne ręce i stopy mimo iż w domu jest 23,5 co wcześniej nie występowało, jak płacze to zupełnie „innym” płaczem (zanosi się).

***

Witam mój syn przyjął szczepionke 12.02.2019 I właśnie dostał ta Synflorix 0.5 nr serii ASPN BOO5 AE i dobę później czyli 13.02.2019 o 5.00 rano trafił do szpitala z wysoką gorączka 40.5 stopnia dziecko wyglądało strasznie tego samego dnia lekarze nic nam nie mówili co się dzieje mówili że wyniki krwi wyszły bardzo źle. I że Igor musi być przewieziony do szpitala ę Olsztynie leży do tej pory lekarze też jeszcze nie wiedzą co to jest niby stan się poprawił ale nie wiedzą od czego to się stalo badanie CRP było wysokie miał za wysokie aż o 100 dostał jakiś antybiotyk i leki przeciw gorączkowe. Dalej będziemy wiedzieć coś po weekendzie .

***

17.10.2018 4 miesieczna Zuzia została zaszczepiona na DTP-2.dawka, Hib- 2.dawka, polio IPV 1.dawka oraz synflorix- ASPNB005AE.
Zaraz po szczepieniu zjadła mleko i poszła spać, obudziła się po ok 2,5 h z okropnym płaczem, który nie trwał długo, były dreszcze oraz gorączka po podaniu środka przeciwgorączkowego objawy ustąpiły, sytuacja powtórzyła się pod wieczór. Na drugi dzien zadzwoniłam do przychodni gdzie została zaszczepiona a Pani odpowiedziała, że gorączka i takie objawy jak opisuje mogą się utrzymywać do 3 dób i jest to normalne a jeśli przechodzi po środku przeciwgorączkowym to jest ok. Dlatego też nie panikowałam, chociaz wydawało mi się to dość dziwne, bo po wcześniejszym szczepieniu dziecko nie miało żadnych niepokojących objawów. Zuzia gorączkowala tak do soboty z przerwami kiedy dzialaly leki przeciwgorączkowe. W sobotę pojechaliśmy do szpitala tam została przyjęta na oddział. Z badań z krwi wyszło że ma bardzo wysoki wskaźnik crp. Jak sie później okazało Zuzia miała urosepse, dostawała dwa antybiotyki przez 10 dni na oddziale. Leżała też na początku pod aparaturą. Z badań z powiewu moczu wyszło ze miała bakterie e. Coli. Jak pytałam się różnych lekarzy, ktorzy przychodzili na obchod czy to po szczepieniu to każdy twierdził, że to nie ma związku i że dziecko musiało być wcześniej zarażone bakterią a że po szczepieniu następuje osłabienie organizmu to bakteria się wtedy uaktywniła. Na wypisie ma napisane rozpoznanie: ostry zespół zapalenia nerek (nieokreślone) oraz posocznica, nieokreślona.

***

mój aktualnie 19 miesięczny syn Szymon dnia 7.11.2018 roku został zaszczepiony przeciw pneumokokom szczepionką tej nieszczęsnej serii. Po samym szczepieniu nie było jakiś większych problemów. Jedynie miejsce ukłucia było zaczerwienione i trochę zgrubiałe, zniknęło po około 2 tygodniach. W tym samym czasie dziecko zaczęło na 2h dziennie uczęszczać do żłobka. I wtedy zaczął się ciągły katar, ciągłe problemy z zapaleniem górnych dróg oddechowych. Ciągneło się to stanem ciągłym aż do 22 grudnia gdzie po ciągłej infekcji dziecko zaczęło gorączkować pow. 39 st. Dnia następnego tj. 23 grudnia gorączka zaczęła przekraczać 39 st. O 5 rano pojechaliśmy z synem na nocną opiekę. Tam lekarka zanim zbadała dziecko szukała oznaczenia choroby w internecie po wcześniejszym pacjencie….nie będę tego komentować. Gdy wkońcu zajęła się nami pobieżnie osłuchała syna, stwierdziła, że z byle gorączka (39) do lekarza się nie biega..od picu przepisała antybiotyk i kazała podawać syrop przeciwgorączkowy. Wróciliśmy do domu. W ciągu dnia w krytycznym momęcie syn miał 39.6 st gorączki. Leki wgl nie działały, dodatkowo pojawił się szczekający kaszel przy którym dziecko zaczynało się dusić. Około godz. 17 wróciliśmy na świąteczną pomoc aale tam był tabun ludzi. Nikogo nie interesowało, że jestem z małym dzieckiem które dusi się podczas kaszlu i już ledwo patrzy przy takiej gorączce. W ostateczności pojechaliśmy do miasta ościennego do szpitala dziecięcego. Tam najpierw reprymendaa dlaczego nie mamy skierowania do szpitala ale po dłuższej wymianie zdań, gdy moje nerwy były już na skraju wytrzymania łaskawie Nas zarejestrowali i kazali czekać. Po około 30 minutach przyjął Nas lekarz. Osłuchał dziecko i stwierdził ostre zapalenie krtani. Dodał, żedziecko natychmiast musi dostać zastrzyk obniżający gorączkę i lek sterydowy w postaci inhalacji, żeby ułatwić oddychanie. Odrzucił wszystkie leki które zostały nam przepisane na świątecznej pomocy i przepisał inhalacje sterydowe. Po ich serii Szymon wyzdrowiał i nawet wreszcie skończył się uciążliwy 2 miesięczny katar. Od tamtej pory dziecko nie było chore mimo, że chodzi do żłobka. Dodatkowo mniej więcej pod koniec listopada na nóżce syna zauważyłam małą plamkę, taka zaczerwieniona sucha skóra. Syn ma alergie na mleko krowie, a że w tamtym czasie spróbowałam podawać mu mleko bez laktozy więc pomyślałam, że to reakcja na mleko. Jednak plamka się powiększyła, powstały nowe na brzuszku, nóżkach, mimo tego, że mleko zostało odstawione. Lekarka stwierdziła, że to alergia i przejdzie. Niestety do dnia dzisiejszego nie przeszło. Smaruje synka kilka razy dziennie balsamem dla atopowej alergicznej skóry. Po takim czasie jest lekka poprawa na brzuszku, zaczerwienienie zeszło, została tylko sucha chropowata skóra. O nózki dalej walcze, żeby doprowadzić je do lepszego stanu. Wszystko to opowiedziałam lekarce ale ona stwierdziła, że to zbiegi okoliczności i nie mam się czym przejmować. Ale ja nie jestem pewna czy nie mam. Może ma racje. Może rzeczywiście te przeciągające się infekcje były skutkiem jeszcze nie rozbudowanej odporności i łapał coś od dzieci w żłobku a wysypka to problem alergiczny. Ale mój syn wcześniej był chory tylko raz kiedy miał 3 miesiące a katar miał doslownie ze 2 razy a tu nagle takie osłabienie. Nie wiem co mam na ten temat myśleć ale po tym artykule musiałam się do Państwa zgłosić.

Zastanawia mnie jeszcze jedno. Syn zaczął obracać się sam na brzuszek jak miał prawie 7 miesięcy. Samodzielnie siedział jak miał skończone 10 a chodzić zaczął mając 17 miesiecy (aktualnie 19) zawsze lekarka twierdzila, ze rozwija się w normie tylko jest leniuszkiem ale zaglebiając się w artykuły o NOPach zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno był leniuszkiem….. dodatkowo odkąd zacząl sam siedzieć od czasu do czasu obija główką o coś co jest za nim. Nigdy nie byłam przeciwko szczepieniom i nigdy nie myślałam, że z moim dzieckiem może być coś nie tak. Nie liczac tych rzeczy Szymek rozwijał i nadal rozwija się prawidłowo.

***

Witam, moja corka ur w lipcu 2018 byla szczepiona w szpitalu po urodzeniu, pozniej dopiero po ponad 3mies szczepilam ja pierwszy raz (8listopada) na dpt, wzw b, hib i te nieszczesne pneumokoki o serii takiej samej jak Szymonek. Corka plakala przeokropnie, nie mozna jej bylo uspokoic, ok 5-10min zaczelam ja ubierac i zauwazylam, ze pojawia sie wysypka, zglosilam szybko pielegniarce, ale nie reagowala, ponownie prosilam ja zeby zobaczyla i wtedy biegiem wezwala lekarza. Zbadal malutka, szybko kazal podac domiesniowo zastrzyk odczulajacy. Wysypka powoli schodzila, ale na nozkach i raczkach przez prawie dwa tyg miala jakby malutkie siniaki. Pielegniarka twierdzila, ze karmie mala i musialam cos rano zjesc ze ja wysypalo, ja nie chcialam tego sluchac wiec powiedziano mi, ze widocznie ma uczulenie na szczepionke i co najgorsze juz za mna i ze moge jechac do domu a na drugi dzien przyjechac na kontrole. Mala plakala kilka godzin, wyginala sie w luk, patrzyla w jeden punkt, nie gluzyla, nie usmiechala sie przez kilka dni, miala okropne wzdecia. Lekarz nie widzial zeby cos bylo nie tak z dzieckiem, dal skierowanie na badania i do poradni. Z badan wyszly podniesione proby watrobowe.Dopiero po dwoch dniach doszlo do mnie ze corka przeszla NOP. Pytalam lekarza czego mnie nie poinformowal,ze to NOP, nie odezwal sie slowem. Mam wpisane w ksiazeczce NOP, zglosil to do sanepidu. Ale coz mi z tego jak od dnia szczepienia (a to juz ponad 3mies), nie mamy dnia bez jakiegos bolu dziecka. Corka do dzis ma okropne bole brzucha (robione rozne badania, usg brzucha, badanie kalu na pasozyty i candidie i niby to gazy), nie obraca sie, nie siada (rehabilitujemy na wlasny koszt), corka nie gaworzy (przed szczepieniem buzia jej sie nie zamykala), czesto boli ja ucho. W grudniu na weekendzie robila strasznie specyficzne ruchy jezykiem zwinietym w rurke, do tego „warczala” to trwalo kilka godz, pojechalismy na pogotowie to nas wysmiali, ze z taka glupota przyjechalismy i ze dziecko zdrowe zeby jechac do domu. 10grudnia bylismy w Krosnie w wojewodzkiej poradnii szczepien- Pani- niezbyt mila nawet nie spojrzala na dziecko stwierdzila, ze corce nic nie jest, szczepic dalej w warunkach szpitalnych 5w1. Ok 5godz mielibysmy byc w szpitalu i jakby malej cos sie dzialo po szczepieniu to od razu ja lekarze odratuja. A ja pytam a co jesli cos sie nie stanie odrazu tylko na drugi dzien, bo przeciez NOP jest do 4tyg. To Pani stwierdzila, ze jej sie nie zdazylo, zeby cos sie stalo i nie czekac, nie wymyslac tylko od razu szczepic dalej, zeby nie opozniac kalendarza szczepien. Neurolog natomiast widzi opoznieniaw rozwoju corki i dala nam odroczenie do czerwca. W polowie stycznia corka zlapala zapalenie oskrzeli, w szpitalu na dodatek stwierdzili wielkoglowie (wczesniej bylo wszystko w normie, wiec domyslam sie ze to po szczepieniu), Robili coreczce usg przez ciemiaczko, to ma przestrzenie podtwardowkowe obustronnie nieco poszezone. Reszta niby ok. Karmie coreczke piersia, pije duzo ziol aby z mlekiem to wyciagnela i przez to oczyszczala organizm z tego swinstwa, biore naturalne, drogie suplementy zeby tylko jej pomoc. Jezdze prywatnie po roznych lekarzach. Wydalam duzo pieniedzy, zeby mala doprowadzic do stanu w jakim jest teraz, usmiecha sie, reaguje na bodzce, raz na pare dni cos tam pogaworzy, z tym brzuszkiem i obracaniem sie jeszcze walczymy. Zauwazylam tez ze w sytuacjach stresowych corce pojawiaja sie na nozkach i raczkach takie male siniaki jak po szczepieniu. Nikt nie wie ile to wszystko kosztowalo mnie stresu, strachu, lez… do dzis z mezem zagladamy co chwile do lozeczka czy nasza ukochana (druga) coreczka oddycha. Strasznie boimy sie o jej zdrowie i zycie. Kazdy umie namawiac na szczepienie, wciskac jakie to dobrodziejstwo, ale gdy wydarzy sie cos, nikt z tych osob nie potrafi podac pomocnej reki. W jakim kraju my zyjemy, gdzie dzieci po ciezkich NOPach (o wiele gorszych niź nasz przypadek)sa nadal zmuszane do szczepienia? Widze, ze nie liczy sie zdrowie, nie liczy sie czlowiek, liczy sie tylko to, zeby wszyscy byli zaszczepieni…

***

Moje dziecko zaszczepione taka samą serią szczepionki. Kilka godzin po szczepieniu nieutulony płacz, krzyk, wymioty/nadmierne ulewa nie, brak chęci jedzenia i picia, temperatura, okropna wysypka uczuleniowa trwa do dzisiaj, chociaż jest już poprawa, wzmożone napięcie mięśniowe.

***

Moje dziecko tez miało NOP oczywiście lekarz zbagatelizował. Jeszcze nie zdarzyłam powiedziec co się działo a on powiedział, ze to normalne. Dziecko miało 40c gorączki i ponad 3 godzinny ciągły płacz. Stwierdziła, ze to nawet dobrze ze miała taka gorączkę szczepionka lepiej zadziałała. …

***

Czytając te wszystkie posty jestem strasznie przerażona i kojarzę fakty z problemami skornymi jaki ma mój synek i faktycznie wczystko mi się sgrywa w jedną całość i nie wiem co mam teraz w tym wypadku zrobić mój syn został zaszczepiony dnia 31.10.2018 pierwsza dawka Synflorix seri ASPNB005AE i dnia 01.11.2018 zaczęło mu wychodzić na policzku zaczerwienienie czerwona obwodka a w środku białe znaczy się skóra taka jaka była ok myślałam że to jest skaza białkowa ponieważ zaczęłam mu dawać sztuczne mleko i każdy mi mówił że to skaza dostał inne mleko bebilon pepti dha zeszło troszkę ale cały czas nic jeżdżenie po lekarzach i kolejne maści kremy nic nie pomaga dnia 04.01. 2019 dostał 2 dawkę pneumokoki powyższej seri i znowu wysypany bardziej ja załamana nie kojarzyła faktów że to po szczepieniu pierwsze dziecko wiadomo nic jeszcze nie wie i dnia 05 i 06.01 mój syn znowu bardziej wysypany nie skojarzylam znowu faktów że szczepienie było i znowu załamana dostałam mleko nutramigen lgg i od 13.01 jest na tym mleku i po tym nadal nic zeszło na chwilkę jak dostawał antybiotyk ponieważ miał zapalenie oskrzeli skaczyl i znowu mu wyszło zdjęcia ze stycznia w zalaczniku
Za tydzień mam ostatnią dawkę pneumokoki i teraz nie wiem co mam zrobić strasznie się boję że mu się coś stanie i tego sobie nie wybacz później co ja mam zrobić w tym wypadku czy mogę małemu zrobić jakieś badania aby wykluczyło. Jakie kolwiek powikłania które mogą się pojawić jeszcze czytając objawy mój mały idąc spać wygina głowę do tyłu tworząc taki łuk czytając objawy coś takiego tam było gdzie zawsze się zastanawiała dlaczego mi tak robi

***

Moja corka 6.12.2018 otrzymala szczepionke na pneumokoki – trzecia dawka. ( Synflorix ASPNB 005AE). Córka była szczepiona o 12 a o godz 16 przestała chodzić. Nie mogła w ogóle stać na nodze. Dodam, że chodziła płynnie a nawet biegała od września. Przychodnia skierowała nas na SOR. W pierwszym szpitalu kazano nam czekać ok godziny na karetke, która przewiezie nas do innego budynku. Postanowiliśmy jednak nie czekać tylko na własna reke pojechać do specjalistycznego szpitala dzieciecego. Tam ok 19 dziecko dostało goraczki lekarz podał lek przeciwgoraczkowy. Ok 23 przyjął nas dopiero pediatra, ktory zlecil podawanie środka przeciwbólowego i odesłano nas do domu. 7.12.2018 zglosilismy sie do przychodni gdzie Mała była szczepiona ( nadal problemy z chodzeniem) Pani Doktor stwierdzila NOP, ktory spisaliśmy w poniedziałek (10.12.2018). Do poniedziałku też podawaliśmy nurofen – zgodnie z zaleceniem lekarza. Córka zaczeła pewnie chodzić i biegać 12.12.2018.

Niestety równolegle zaczał sie kaszel, katar, goraczka- zapalenie ucha. W tym tez czasie zaczeły sie ogromne problemy ze skora u corki, ktore trwaja do dziś.

Sanepid miał sie z nami kontaktować, niestety nikt nie zadzwonił.

***

Moja córeczka Julka też była zaszczepiona to szczepionka o tej serii …dziecko przed szczepieniem zdrowe…zaszczepiliśmy ja ok godziny 12 a już ok godziny 18 gorączką , oczywiście zbiliśmy ja…dziecko bardzo niespokojne i płaczliwe….w nocy znow goraczka i brzydki zapach moczu .Trafiliśmy do szpitala,crp wysokie ,bakteria coli w moczu,i infekcja dróg oddechowych .. dobrze że szybko pojechałam z dzieckiem bo teraz nie wiem czy tak jak te biedne maleństwa nie leżało by moje, dziękuję Bogu za znak i za to że mojemu dziecku nic się nie stało . Mówiłam w szpitalu że to reakcja po szczepieniu ale nikt mnie nie chciał słuchać . Tym bardziej że przed szczepieniem badałam krew dziecku crp i bylo niskie a po szczepieniu wzrosło na ponad 35.

***

Mój syn dnia 10.01.2019 został zaszczepiony tą serią szczepionki. Była to trzecia dawka szczepionki przeciw pneumokokom. Dwie wcześniejsze były innej serii. Syn chodzi do żłobka. Na miesiąc przed wskazanym szczepieniem zaczął chorować (zapalenie krtani, katar). Gdy został zaszczepiony trzecią dawką przeciw pneumokokom, był zdrowy od 2-3 dni. Dwa dni po zaszczepieniu ponownie zaczął się katar. Prócz kataru wystąpił kaszel. Ponieważ jest dzieckiem żłobkowym, nie wzbudziło to mojego niepokoju. Jednak w ósmej dobie po szczepieniu dostał pokrzywki na całym ciele. Zdjęcia w załączniku. Pokrzywka w stanie zaostrzonym utrzymywała się przez 5 dni. Zostało to zgłoszone lekarzowi prowadzącemu dziecko, ale odpowiedź na sugestię, że to być może NOP, była taka, że to bezpieczna szczepionka, a moje dziecko najwyraźniej jest alergikiem i zareagowało w ten sposób na podawane leki (Lipomal, syrop Petit Drill truskawkowy) lub jakieś pożywienie, proszek itp. Zaznaczam jednak, że syn jak dotąd nie miał alergii. Po przebytej infekcji syn wrócił do zdrowia na 5 dni. Po czym, mimo braku kontaktu ze żłobkowymi dziećmi, ponownie zachorował. Pojawił się katar i kaszel, a kilka dni później pokrzywka – 19ta doba po szczepieniu (przyjmował te same leki). Ostre objawy pokrzywki trwały ponownie 5 dni. Syn cały czas jest na lekach przeciwhistaminowych. Syn został przeleczony antybiotykiem i wrócił do zdrowia. Dziś niestety zauważyłam nowe krosty i plamy wskazujące na to, że prawdopodobnie rozwijać się będzie pokrzywka.

20.02.2019 roku mam umówioną wizytę dziecka u alergologa. Chcę skonsultować ww. objawy. Piszę jednak do Państwa z prośbą o informację, czy tego rodzaju wysypka może być objawem NOP. Czy faktycznie zgłaszają się do Państwa rodzice z takimi właśnie objawami po szczepionkach. Wiem, że jednym z wymienionych NOP na ulotce Synflorixu jest właśnie pokrzywka

***

Szczepionka została podana córka po 20 minutach dostała drgawek pojawiły się bezdechy główka zaczęła uciekać do lewej strony była podsypiajace na nodze czerwony rumień. Trafiliśmy do szpitala karetka nasza pediatra powiedziała że zaliczyło się to do silnego odczynu. W szpitalu spędziliśmy 2 doby. Wróciła do normalności były badania nie ma na całe szczęście zmian żadnych.